poniedziałek, 06 września 2004
Warszawa wirtualna
Jaki obraz Warszawy można sobie stworzyć czytając o niej tylko w sieci?
piątek, 03 września 2004
Nazwy i widoki
Impet wytraciła już dyskusja o przebudowie placu Piłsudzkiego
Dziś na Forum gorąco w temacie wymowy nazwy placu Wilsona, który powoli się deaktualizuje, bo w zasadzie problem został rozstrzygnięty.
Nie ma się co dziwić, że wywołał burzę, w końcu od dawna tylu z nas tam jeździ.
niedziela, 22 sierpnia 2004
Na Hartwiga

Czas trwania chętnie odwiedzanej przez warszawiaków wystawy „Edward Hartwig. Fotografia” w Muzeum Narodowym przedłużono do 10 października. O wystawę zapytaliśmy osoby, które odwiedziły ją we wczorajsze  popołudnie.

 Katarzyna i Jacek Majcherek przyszli na wystawę z dziećmi:

- Interesujemy się sztuką, często odwiedzamy Muzeum Narodowe, zawsze z dziećmi. Bardzo podobają nam się prace Edwarda Hartwiga. Pobudzająco działają też na wyobraźnię naszych dzieci, które po obejrzeniu każdej wystawy zadają interesujące pytania.

 Marysia Trześniewska:

- Chcę zdawać na architekturę, więc fotografia jest dla mnie interesująca. Spodobały mi się zdjęcia składające się z kilku warstw, kiedy to na folie nakładane jest zdjęcie i znowu folia. Szczególnie podobają mi się czarno-białe prace, chociaż na zdjęciach kolorowych są ciekawe kontrasty. Sama chciałabym kiedyś zająć się fotografią.

 Bogdan Mackiel:

- Jestem częstym gościem w Muzeum Narodowym, amatorsko zajmuję się robieniem zdjęć. Przyszedłem na wystawę Hartwiga, ponieważ zaprezentowano tu spójny i duży zbiór jego prac, a Hartwig to po prostu Hartwig. Najbardziej podobają mi się jego wcześniejsze prace, szczególnie seria pejzaży lubelskich, są takie mocno „bułhakowskie”, ale zarazem bardzo sympatyczne.

 Barbara Lewenstein, Tomasz Pasierski i ich syn Michał:

- Szczerze mówiąc, przyszliśmy  na wystawę Edwarda Hartwiga  przy okazji oglądania prac Wojtkiewicza. Niewątpliwie  Hartwig był człowiekiem wielkiej wyobraźni. Niektóre ze zdjęć przytłaczają swoją formą, przypominają jakieś złe sny. Nasz syn Michał stwierdził, że są nierealistyczne i wyglądają bardziej jak obrazy niż zdjęcia, ale Hartwig był przecież malarzem fotografii.

not. zwiak

Bojówki i balanga

„Pchli Targ - Mydło i Powidło” to nowa atrakcja w klubokawiarni Miejsce w Zamku Ujazdowskim. Na na miejscu - to znaczy w Miejscu - podają tak smaczne tarty, że ani chwilę się nie namyślają pognałam wczoraj na pierwszą edycję Pchlego...” do Zamku. Dwie młode dziewczyny rozkładały właśnie na trawniku przed wejściem swoje skarby: parę bluzeczek, bojówki, biżuteria, kosmetyczka z kredkami do malowania, szmaciane lalki. - Jestem absolwentką liceum plastycznego o profilu lalkarstwo. Lalki to moje dzieło - pochwaliła się jedna z dziewczyn, Dorota. Dorota studiuje rzeźbę na ASP, a na pomysł organizowania takich targów wpadła z dwoma koleżankami - Kornelią i Ulą. Pomysł był prosty: dziewczyny rozkładają się z rzeczami w fajnej knajpie, w której można coś zjeść i posłuchać muzyki, i zapraszają innych ludzi, by przychodzili coś kupić, sprzedać czy po prostu wymienić się. A wymieniać, sprzedać i kupować jak wszyscy wiemy, można wszystko: muzykę (twórczość własna, cudza), ciuchy (też mogą być szyte własnoręcznie, albo ze sklepu), obrazy, rowery, bibeloty po babci...Takie pchle targi przez ostatnie półtora miesiąca Dorota i Kornelia organizowały w Cafe Baumgart, też w Zamku Ujazdowskim. Teraz nawiązały współpracę z Miejscem. I nie chodzi o to, by w mig wszystko sprzedać, zwinąć kram i iść do domu, tylko miło spędzić czas i wspólnie się pobawić. Bo na poprzednich edycjach Pchlego Targu kupującym, sprzedającym, wymieniającym, itd. było razem tak dobrze, że balangowali wspólnie do późnej nocy. A że przy okazji można sobie kupić tanio koszulę czy bojówki, tak jak się mi przytrafiło, to już zupełnie inna historia.

ana

Z kamerą wśród singli

Robię współczesny, miejski film opowiadający z perspektywy kobiet o samotności i sprzecznych emocjach - mówi Agnieszka Trzos. Zdjęcia do jej filmu „Wieża” kręcone są właśnie w Warszawie.

- Super było! - powiedziała reżyserka Agnieszka Trzos, podchodząc do Agnieszki Warchulskiej, jednej z pierwszoplanowych aktorek. Wdzięczność na twarzy zdyszanej i spoconej aktorki zamieniła się w rozpacz, gdy reżyserka dokończyła zdanie: - ...ale będziemy musieli zrobić dubla. A potem będziemy musieli zrobić ujęcie, jak suszysz sobie włosy w łazience, bo w scenie, którą nakręciliśmy wczoraj, włosy masz suche.

Więcej tu

środa, 18 sierpnia 2004
Toi-toi na Pekinie

Co to? Więcej tu.

toitoi

Cycki Murzynki

cycki murzynki

Niektórym znane od lat - ciasto z biszkoptami i rodzynkami. Nazywane tak w domach weszło do cukierni. Czy ta nazwa obraża? Oto co mówi prof. Bralczyk:

- Pierwsze słyszę o cieście „cycki murzynki”! Często bywam w cukierniach i w życiu czegoś takiego nie widziałem. Nazwa jest oczywiście bulwersująca - nie dlatego, że jest politycznie niepoprawna („murzynki”), tylko przez swój pierwszy człon - „cycki”. Takiego ciasta bym nigdy nie spróbował. Nie sądzę też, żeby to określenie weszło na dłużej do języka polskiego i było w szerszym użyciu. Nawet jeśli gdzieś sobie funkcjonuje, to są to pogranicza życia publicznego. Ludzie w swoich domach mogą sobie wymyślać różne nazwy. Moim zdaniem do powszechnego użycia nazwy „cycki murzynki” nie doszło i nie dojdzie.

wtorek, 10 sierpnia 2004
Mazowsze w czerwonych dachach
Nocnym pociągiem wracałem do Warszawy. To było może 20 lat temu. Wsiadałem w Opolu. Tam czyste wioski, malowane na biało domy, dachówka. Zbudziłem się gdzieś za Żyrardowem. Inny krajobraz.
Inny świat. Ciągle jakiś powojenny. Ceglane murowańce o płaskich dachach i mnóstwo biedadomów. Karłowatych, z cegły rozbiórkowej,obitych starą blachą, z gołębnikami na dachu, czasem rurą od kozy. Te domy powstawały zaraz po wojnie, ale też w latach 50. i za Gomułki.
Rosły nielegalnie, w ciągu jednej nocy. Otoczyły stolicę pierścieniem, wdzierały się na wszystkie przedmieścia. Tymczasowe trwały latami, zahibernowane, z mikroskopijnymi podwórkami utrwalonymi chodnikami z betonu. Są i dziś. Ale z każdym rokiem jest ich coraz mniej.
Krajobraz wokół Warszawy zmienia się na naszych oczach. Miejsce ceglanych murowańców zajmują nowe domy. Ładne i brzydkie. Ze stromymi dachami. Ich elewacje coraz częściej mają ciepłe tynki, dachy czerwienią się dachówką odcinającą się od mocnej zieleni wypielęgnowanych trawników. Tych domów z każdym rokiem jest coraz więcej. Są wszędzie, tak jak do niedawna wszędzie były ceglane murowańce. To zmiana kolosalna i zaskakująca, bo przecież jeszcze u schyłku lat 80. niedostępna na rynku dachówka znikała z krajobrazu Mazowsza. Są też inne zmiany. Zmieniają się pola. Już nie odnajdziemy na nich snopków zboża. Zamiast nich tu i ówdzie leżą kostki wyplute z kombajnu. Rok temu można było odnieść wrażenie że krajobrazu na zawsze znikły łąki. Niekoszone przez chłopów zarosły zielskiem. Na szczęście od chwili wejścia do Polski do Unii koszone są ponownie. Ale to nie wszystko. Zmienia się krajobraz wzdłuż wszystkich ważnych dróg wylotowych. Traci swą sielskość. Zamienia się w niekończące się przedmieście: kolorowe stacje benzynowe, hale fabryczne, centra dystrybucyjne, koszmar reklam.
Jerzy S. Majewski
Portret bańki

bańki we Wrocławiu

Weź aparat i zrób oryginalne zdjęcie. Ale uważaj, twój obiekt jest ulotny. Dziś (10 sierpnia) na dziedzińcu Muzeum Narodowego odbędzie się pokaz wielkich baniek mydlanych, a ich najlepsze fotograficzne portrety można przesłać na organizowany przez muzeum konkurs

wtorek, 03 sierpnia 2004
Spec od alfabetów

pan Szczepaniak

U jak uroda warszawianek, J jak jajowate kształty architektury warszawskiej - Czesław Mirosław Szczepaniak, czytelnik "Gazety" zainspirowany nasza wakacyjną akcją, własnym sumptem wydał niewielką książeczkę pt. "Alfabet warszawski"

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9